Greckie wieczory
zaczynały się w jednej z knajpek położonych przy głównym
deptaku, a kończyły moczeniem zmęczonych tańcem stóp w morzu. W
międzyczasie były dyskotekowe harce, które pozwalały odreagować
to, co nagromadziło się w ciałach od ostatniego urlopu. Każdego
ranka Zuzia próbowała zobaczyć o czym jest ta Grecja, ale już
późnym przedpołudniem okazywała się być o ouzo z sokiem
pomarańczowym i głębsze rozkminy po prostu schodziły z drogi
kilku głębszym. Zuzia chciała myśleć o upojeniu w kontekście
zapachów, smaków i śródziemnomorskiego klimatu, ale rzeczywistość
poiła ją anyżową wódą i dziewczyna poddawała się jej, czując
ze dużo więcej z tych wakacji nie wyciągnie. Na emie będzie czas
na partenony i muzea. Teraz był czas ciała.
Zuziowe ciało tego wieczoru jednak nie chciało wpasować się we wciąganą z wielką
wiarą w powodzenie akcji sukienkę. Karo wyglądała jak zawsze
idealnie i jej sukienki nie wybierały oporu, chętnie przylegając
do jej brązowej już skóry. Zuzia szarpała się ze swoją w
okolicach bioder, czego nie ułatwiała szklanka trzymana w jednej z
dłoni. Jednak bez tego znieczulacza nierówna walka z częścią
garderoby mogłaby skończyć się płaczem i rozmazaniem makijażu,
w który Karo włożyła ten kawałek serca, który nie był jeszcze
zajęty przez żadnego z kilku przystojniaków, z którymi właśnie
kręciła.
- Weź mi pomóż –
jęczała Zuzia, wciągając brzuch i próbując zepchnąć część
biodrowego tłuszczyku niżej, tam gdzie materiał opinał już jej
ciało.
- A nie możesz
założyć innej? - Karo zaciągnęła się jakimś pseudoskrętem,
który wczoraj zwędziła chłopakowi, który odprowadził je do
hotelu. A może sam jej go dał? - skrzywiła się, bo poczuła
jakby paliła jakieś oregano czy inną bazylię. Zuzia wychwyciła
grymas i z rozpaczą w glosie zawołała:
- Serio, aż tak
fatalnie?!
- Czemu fatalnie? -
Karo zgasiła wąsa i wyjrzała przez balkonowe okno, bo jej uwagę
przykuł sportowy samochód, który zaparkował przed hotelem. - Blachara! -
skarciła samą siebie, zebrała loki w kitę i spojrzała znów na
siostrę. – Coś mówiłaś?
- Ty mówiłaś! A
raczej się krzywiłaś widząc moje ohydne tłuste ciało! -
podlana wódką melodramaturgia chwili pozwoliła Zuzi poczuć się
jak bohaterka jakiejś telenoweli.
- Eee, cycki masz
fajne – Karo wyszczerzyła zęby i pociągnęła sukienkę Zuzi
dokładnie pod wspomniane piersi.
Zuzia wypuściła
powietrze czując, że materiał zaraz puści, jeśli będzie
normalnie oddychać. Może faktycznie sugestia siostry, żeby
zmienić sukienkę nie była głupia? Nagle, gdzieś w tej
pijacko-desperackiej gorączce szykowania się Zuzia zatrzymała
się. Lustro. A w nim dziewczyna z sukienką naciągniętą pod
sterczącym biustem. Zanim dotarło do Zuzi, kogo widzi,
przeleciała jej myśl, że piękne to odbicie. Kiedy jednak
uświadomiła sobie czyją to sylwetkę podziwia, ratlerek zaczął
delikatnie warczeć, uderzając w coraz donośniejsze tony. Patrząc
sobie w oczy, z pijacką bezczelnością wobec rozkręcającej się
suczki, dziewczyna podniosła ramiączka sukienki i wpakowała biust
w jej górną część czując chłód materiału na sutkach.
Przyjemność rozlała się mrużąc jej oczy. Karo patrzyła z
uśmiechem. Pociągnęła usta jakimś balsamem, a Zuzię za rękę
i otworzyła drzwi balkonowe wpuszczając do pokoju ciepło i gwar
ulicy.
- Chodź, napatrzymy
się na grecką stronę księżyca. Może będzie leciała Selene na
srebrnym rydwanie. A jak nie, to chociaż przejdą ulicą jakieś
greckie ciacha.
- Legiaaaa, to
stara... – zawyło na to pod balkonem. Dziewczyny parsknęły
śmiechem i dośpiewały resztę piosenki pełnym głosem. Księżyc
srebrzył się nad Paralią, gdy kibolska pieśń niosła się po
jej ulicach, nadając wieczorowi rytm pełen sprzeczności.

Komentarze
Prześlij komentarz