Zwijająca się płachta czasu
Zuzia głośno westchnęła i popijając truskawkowy koktajl popatrzyła przed siebie. Jak okiem sięgnąć pola; zabudowa kończyła się na działce zajmowanej przez dom rodziców i na razie nie zapowiadało się, żeby coś miało się zmienić. Żałowała, że opowiedziała Karolinie o ostatnim spotkaniu z Krisem. Jak mogła spodziewać się siostrzanego zrozumienia? Żyją w innej przestrzeni, tamta laska z lasu to liga Karo, dlatego ona nigdy nie pojmie, jak to jest czuć się zagrożona pięknem innej. Karolina sama stanowiła takie zagrożenie.
- Nieważne - Zuzia odchrząknęła
i wpasowała się w oparcie wiklinowego fotela, który wyciągnęły
dziś na werandę. W zeszłym roku odnowiła go, wyposażając też
w nowe poduchy, które uszyła ze starych obiciówek zgarniętych
kiedyś przy likwidacji jakiegoś sklepu.
- Ważne, bo teraz znów będziesz chodziła zbolała, że ci się z facetami nie układa, ale jak się ma coś zadziać, kiedy ty zamiast skupiać się na nich, angażujesz wszystkie zmysły w skanowanie kobiet – Karo z cholernym wdziękiem wrzuciła do buzi ostatnią truskawkę. Trudno było jej nie znienawidzić za to, z jakim niewymuszeniem roztaczała wokół siebie nimb nie wiadomo czego, ale czegoś bardzo pożądanego. Zuzia musiała odwrócić wzrok i znów zacząć obserwować pola, żeby odczuty w żołądku skurcz żalu odpuścił.
- I tak jakoś mi się z nim nie kleiło, za bardzo wkręcony w te rowery.
- Ha, ha! No przecież ty kochasz rower, nie mogłaś już innej ściemy mi rzucić?
- Ale nie tak, jak on – zaczęła bronić się Zuzia, czując że ścisk powraca i do tego zaczyna słyszeć warkot , który nie wróży niczego dobrego. - On to taki kolarz, a ja turystyczno-rekreacyjna rowerówa.
Dźwięk telefonu Karoliny przerwał tę rozmowę i pozwolił Zuzi uciszyć nieco warkot ratlerka, który zaczął zagłuszać już wszystkie jej myśli. Kilka spokojnych oddechów tym razem wystarczyło. Rozluźniła się. Karo rozmawiała przez telefon podekscytowana, jak to ona, a Zuzia rozparła się na fotelu, któremu to ruchowi towarzyszył przyjemny dla ucha chrobot wikliny. Jednak dobrze nie trwało długo i dziewczyna zatrzymała się na pewnej myśli, która popsuła jej doszczętnie humor. Bo jak przyjąć lekko fakt, że za tydzień miała zacząć pracę, a za półtora miesiąca kolejny semestr na uczelni.
Karolina skończyła rozmowę i z tajemniczym uśmiechem podeszła do stołu.
- Słyszałam, że masz jeszcze parę dni wolnego? Właśnie ci je zagospodarowałam. Jutro lecimy do Grecji.

Komentarze
Prześlij komentarz