Jak w hamaku
- To kiedy ruszamy w znane lub nieznane razem rowerem? - Kris uśmiechnął się tak, że Zuzia poczuła znów nieroztropną, ale przecież tak miłą bezwładność. Jakby kołysała się w hamaku, a nie siedziała na dość twardym krzesełku w La Scali. Knajpa była zdominowana przez bar w kształcie gondoli i wyglądała jak disnejowska Wenecja. Wszędzie freski, balustrady, małe balkoniki i fontanny. Chodziły o niej różne słuchy, ale jadło się tam przednio.
Sięgając po bułeczkę panini Zuzka popatrzyła prawie prosto w oczy chłopaka i zapytała:
- A co, jeśli powiem, że jutro?
- To wtedy odpowiem, szukaj innego kompana, bo ja urlopu teraz nie dostanę - wyszczerzył się Kris. Zuzia natomiast się skuliła. Ratlerek znalazł punkt zaczepienia i zaczął warczeć, ale tak, że dało się zrozumieć, co mówi. A mówił jak zawsze tak, jakby kopał w twarz. "No tak, idiotko, chciałaś być taka dowcipna, to dostałaś odpowiedź. Szukaj innego!" Ale - to tylko dlatego, że on urlopu nie ma, przecież jego słowa to żart, podjęcie gry... Zuzia weszła w głowie w dyskusję z psem, ale bardzo szybko wróciła do tu i teraz, gdyż podano pachnącą oregano i oliwą pizzę z szynką cotto. Za zapachem podążył smak i to rozlewające się serem w ustach aromatyczne ciepło pozwoliło jej ugruntować się na tyle, aby kontynuować rozmowę pomiędzy kolejnymi kęsami.
- Ja też nie wiem, kiedy tak naprawdę będę mogła się wyrwać, ale chciałabym już.
- Noo, zuch dziewczyna - Kris dotknął przy tych słowach jej dłoni, która umieściła właśnie kawałek pizzy w buzi. Zuzia ze złością poczuła, że się czerwieni.
Jak małolata...
Dziewczyna cofnęła rękę i zmieniła trochę temat :
- Masz jakieś takie swoje miejsce, gdzie zawsze jeździsz, kiedy ci źle, albo chcesz pobyć sam?
- Szczerze? Nie lubię przebywać sam - Kris oparł się o krzesło, które zaskrzypiało lekko - Jeździ też mi się lepiej z ludźmi. A już najlepiej to będzie mi się jeździło z tobą.
I znów to spojrzenie w oczy. Intensywne. Zbyt intensywne.
- Kończ te pizzę mała i lecimy stąd, chcę ci coś pokazać - po tych słowach Kris wpakował do ust dość pokaźny kawałek włoskiej specjalności i niewiele zostało do kończenia dla Zuzi.
Nie czując się zupełnie "małą", a grubą i napuchłą od pizzy, Zuzka przełknęła ostatni kęs i sięgnęła po torebkę, by zasymulować chęć zapłacenia, ale Kris zastopował ją gestem dłoni i podszedł sam do gondoli. Po chwili czuli już słońce i ciepło bijące od nagrzanego bruku. Zuzia starała się wciągać brzuch i jednocześnie oddychać tym ogrzewającym powietrzem. Nie dało się. Odpuściła więc brzuch i zaciagnęła się latem. Pachniało mężczyzną.

Komentarze
Prześlij komentarz