Zanurzona w praniu
Pranie od zawsze było dla Zuzi niesamowicie zmysłowe. Wilgoć rozwieszanych stringów, sztywność wysuszonych na wietrze i słońcu bokserek. Zapachy powietrza i płynu do płukania, który czasem był lawendowy, innym razem orzeźwiał konwalią, kazały przymykać oczy z przyjemności. Świeżość, dotyk różnych struktur materiałów, odgłosy strzepywania ubrań - to wszystko sprawiało, że Zuzia prała na potęgę.
Gdy kończyła właśnie wieszać ostatni bawełniany top z sieciówki, usłyszała dźwięk przychodzącego połączenia. Szybko wygładziła rant koszulki i odebrała telefon, który wyświetlał nieznany numer.
Halo - jej głos brzmiał dość cicho, nie czuła się nigdy pewnie przy słuchawce. Szczególnie, kiedy nie wiedziała, kogo zaraz usłyszy i jak długo zajmie jej tłumaczenie, że nie jest zainteresowana tą ofertą.
Cześć, tu Kris.
Zuzia za cholerę nie mogła sobie przypomnieć żadnego Krzyśka. Jednak jako grzeczniutka przedstawicielka damskiego rodu, uznała, że niekoniecznie warto dzielić się tą wiedzą. Jeszcze by chłopakowi sprawiła przykrość. A tego nie lubiła nikomu robić, nawet jeśli wiązało się to z krzywdzeniem siebie.
Tak? - dziewczyna nie czuła się komfortowo, ba czuła się jak tępa dzida, którym to określeniem większość jej znajomych raczyła średnio inteligentne panny. "Gościu dzwoni, a ty jestes w stanie wykrzesać "tak"? I taka miernota marzy o związku? Idiotka" - ratlerek zaczął już poszczekiwać, ale jego głos zagłuszony został przez niski tembr chłopaka:
Zakładam, że mnie pamiętasz, bo nie padło żadne "jaki Kris" - głos w słuchawce zaśmiał się i to odblokowało odpowiednie komórki w mózgu Zuzi.
Tomku, pewnie, rowerowy wypad do Kórnika.
Kris miał na imię Tomek, ksywka pochodziła od nazwiska Krzysztofiak czy jakiś inny Krzysztoń. Karo zabrała ją pewnie miesiąc temu na wycieczkę ze znajomymi jednej koleżanki ze swojej ekipy i tam Kris stał się posiadaczem jej numeru telefonu. Zuzia zaś do repertuaru swoich przeżyć mogła dodać czekanie przez tydzień, aż on z tego numeru skorzysta. To że po takim czasie się odezwał mogło oznaczać, że jest nieśmiały. Na to ratlerek prychnął. Z całą pewnością inny numer przestał odbierać i chłopak ratuje swoje ego dzwonieniem po ostatnich deskach ratunku.
Przy coraz głośniejszym jazgocie ratlerka, Zuzia musiała maksymalnie się skupić, żeby wyłapać sens słów Krisa. Że wyjście, piwo lub kawa, że podjedzie za godzinę. Zgodziła się, czując jakby i tak nie miała żadnego wpływu na to, co się wydarza. Jakby decyzje i tak były podejmowane poza nią.
Szybko weszła do domu, zaczęła gorączkowo przymierzać ubrania i skończyła w błękitnej sukience lekko nad kolana, ktora ładnie leżała na cyckach. Gdyby pod nimi nie wydymał się ten przeklęty brzuch, byłaby nawet zadowolona z tego, jak wygląda. Brzuch, brzuch, brzuch. Zuzia czuła, że to przeradza się w obsesję, jednak próba zmiany myśli nakierowała jej umysł w jeszcze niebezpieczniejsze rejony.
Wzięła więc kilka oddechów tym przeklętym brzuszyskiem i pociągnęła usta pomadką.
Gdy zabrzmiał dźwięk telefonu, wyleciała z domu posyłając tylko krzatającej się po kuchni mamie buziaka, kolejny natomiast wyladował na policzku Krisa szarmancko otwierającego jej drzwi od zadbanej renówki. Zuzia odgarnęła włosy i poczuła utrzymujący się nadal na palcach zapach prania. Zrobiło jej się nie tylko gorąco, a podniecenie było na tyle duże, że musiała aż zacisnąć nogi, czując, że tam, w zarodku musi je zdusić. Unikała wzroku chłopaka, który na szczęście skupił się na prowadzeniu auta i coś tam gadał o nowym rowerze. Jednak sukienka też pachniała praniem i Zuzka poddała się w końcu zmysłom, które kazały jej zerknąć na Krisa. Widok jego przystojnego profilu wróżył dobry wieczór. Ratlerek schował się chyba, albo zagluszało go radio, w którym leciał Summer jam, który rozbujał niejedną imprezę poprzednich wakacji. Było dobrze.

Komentarze
Prześlij komentarz