Chwilobycie
Łazienkowe lustro było lekko czymś umazane. Zuzka przetarła je reką, ale to tylko pogorszyło sprawę i rozmazało niewidomą substancję po większej powierzchni. Dziewczyna psiknęła obficie ajaxem, wzięła do ręki papierowy ręcznik i starannie wytarła zabrudzenia. Teraz widziała się wyraźnie. Uśmiechnęła się, bo lubiła patrzeć na swoje usta, kiedy ich kąciki unosiły się do góry i nadawały twarzy przyjemny wyraz. Niestety uśmiech szybko zgasł, gdy skierowała wzrok w dół, w kierunku brzucha. Próbowała go wciągnąć, ale nawet mimo zassania powietrza do środka odstawał i był jej wiekim wyrzutem sumienia. Jedź, jedz więcej, już się wylewa, ale co tam - warkot ratlerka nie był zbyt głośny, ale wystarczający, żeby podnieść poziom kortyzolu i zacząć samobiczowanie za każdą hanutę, wczorajszy kawałek pizzy i dzisiejszą bułeczkę z dżemem. Bo za pieczywem Zuzia przepadała. Wszystkie croissanty, kasjerki i ciabatty stanowiły tak wielką pokusę, że ulegała im notorycznie, pomimo wiedzy, że wściekły kundel będzie dowalał ile się da. I że niestety będzue słuchała tego jazgotu wierząc każdemu szczeknięciu. W humorze, który był mieszaniną rezygnacji i złości, Zuzka opuściła łazienkę i skierowała się ku werandzie.
Mama siedziała przy okrągłym stole z wyraźnym zadowoleniem na twarzy. Zuzia nie mogła zidentyfikować jego źródła, więc po prostu usiadła na stojącym obok wiklinowym krzesełku i zapytała:- Co ci tak wesoło?
Mama skierowała na nią swoje dobre, spokojne oczy i odpowiedziała nie gasząc uśmiechu :
- A w sumie nie wiem. Tak jakoś mi błogo, wiesz, jeden z tych momentów czystego szczęścia, że po prostu wiem, że życie jest dobre.
Zuzia chciała ją przytulić, ale jakoś zawsze niezręcznie czuła się będąc tak blisko kogokolwiek, kto nie był jej partnerem. Mając chłopaka, zawsze brała to na klatę, że no po prostu faceta się przytula. Ale inną kobietę? Albo mamę? Uczyła się tego, robiła niezdarne próby, ale tym razem tylko pokiwała głową, westchnęła i postanowiła milczeć, czując, że gadaniem mogłaby zniszczyć świętość chwili. A był to czas, kiedy dla Zuzi istniały jeszcze bastiony nietykalnego sakrum.

Komentarze
Prześlij komentarz