Jak w hamaku
- To kiedy ruszamy w znane lub nieznane razem rowerem? - Kris uśmiechnął się tak, że Zuzia poczuła znów nieroztropną, ale przecież tak miłą bezwładność. Jakby kołysała się w hamaku, a nie siedziała na dość twardym krzesełku w La Scali. Knajpa była zdominowana przez bar w kształcie gondoli i wyglądała jak disnejowska Wenecja. Wszędzie freski, balustrady, małe balkoniki i fontanny. Chodziły o niej różne słuchy, ale jadło się tam przednio. Sięgając po bułeczkę panini Zuzka popatrzyła prawie prosto w oczy chłopaka i zapytała: - A co, jeśli powiem, że jutro? - To wtedy odpowiem, szukaj innego kompana, bo ja urlopu teraz nie dostanę - wyszczerzył się Kris. Zuzia natomiast się skuliła. Ratlerek znalazł punkt zaczepienia i zaczął warczeć, ale tak, że dało się zrozumieć, co mówi. A mówił jak zawsze tak, jakby kopał w twarz. "No tak, idiotko, chciałaś być taka dowcipna, to dostałaś odpowiedź. Szukaj innego!" Ale - to tylko dlatego, że on urlopu nie ma, przecież jego słowa to żart, p...